Wiedeń, koniec XIX wieku. W salonach secesyjnych kamienic unosi się zapach perfum i świeżo palonej kawy. Dżentelmeni w surdutach sprawdzają godzinę na zegarkach kieszonkowych, przypiętych do kamizelki złotą dewizką, a damy, siedząc przy stolikach Café Central, dyskretnie muskają palcami sekretniki ukryte w biżuterii. W epoce, gdy słowa bywały niebezpieczne, biżuteria mówiła w ich imieniu.
Dewizka, pierwotnie łańcuch do zegarka kieszonkowego, z czasem stała się wyrafinowanym dodatkiem w damskich kreacjach. Złote ogniwa, zdobione finezyjnymi detalami, nie tylko łączyły funkcjonalność z elegancją, ale nadawały biżuterii charakterystyczną, wysmakowaną formę. Ten austriacko-węgierski naszyjnik, wykonany ze złota próby 580, jest przykładem tej transformacji – drobne ogniwa, ozdobne pierścienie i subtelne ornamenty sprawiają, że całość płynnie układa się na sylwetce, będąc czymś więcej niż zwykłą ozdobą.
Najbardziej tajemniczym elementem naszyjnika jest sekretnik – niewielka, zamykana zawieszka, pełniąca rolę strażnika najcenniejszych wspomnień. Czy w jego wnętrzu skrywano miłosny list, fotografię ukochanego, a może pukiel włosów jako symbol wiecznej pamięci? W XIX wieku takie przedmioty były czymś więcej niż biżuterią – były osobistymi relikwiami, pamiątkami chwil, które miały trwać poza czasem.
Nosząc ten naszyjnik dziś, można niemal poczuć atmosferę cesarskiego Wiednia – spacerów po Hofburgu, szeptów w operowych lożach i sekretów, które biżuteria pomagała ukryć.